Co właściwie robi Consent Mode
Zamiast blokować skrypty, Consent Mode pozwala tagom Google się załadować,
ale trzyma je na smyczy. Tag pyta o cztery stany zgody i zachowuje się zależnie
od odpowiedzi. Dwa najważniejsze dla reklamy to
ad_storage i ad_user_data, do tego dochodzi
ad_personalization, a osobno analytics_storage dla analityki.
Kluczowa zasada: domyślnie wszystko jest odmówione. Zgoda musi zostać aktywnie przyznana przez sygnał wysłany po kliknięciu użytkownika. Jeżeli ten sygnał nigdy nie przychodzi, tagi zachowują się dokładnie tak, jakby wszyscy odmówili. Cisza, choć nic się nie zepsuło w oczywisty sposób.
Objaw pierwszy: konwersje zniknęły po wdrożeniu banera
Najbardziej typowy przebieg: firma dokłada baner, żeby być w porządku z przepisami. Wtyczka instaluje się w pięć minut i wygląda poprawnie. Od tego dnia liczba konwersji spada do zera albo do kilku procent poprzedniej. Nikt nie wiąże jednego z drugim, bo zmiana dotyczyła „tylko ciasteczek".
Z praktyki
Producent ogrodzeń sprzedający na rynek niemiecki. Piętnaście tysięcy złotych wydane w Google Ads, zero konwersji. Sprawdziłem cały łańcuch: kontener, triggery, identyfikator konwersji, etykietę. Wszystko poprawne. Zdarzenia dochodziły do warstwy danych.
Wąskim gardłem był baner. Wyświetlał się, zapisywał wybór użytkownika u siebie i nigdy nie przekazywał go dalej. Dla tagów Google każdy odwiedzający do końca życia strony pozostawał osobą, która odmówiła.
Naprawa: osobny tag, który przy kliknięciu „OK" wysyła aktualizację zgody. Istotny szczegół: tag przekazuje faktyczny wybór, a nie przyznaje zgodę wszystkim. Kto odmówi, zostaje odmówiony i tak ma być.
Objaw drugi: konwersji jest podejrzanie dużo
Odwrotna sytuacja, rzadziej rozpoznawana, a groźniejsza prawnie. Na stronie stoi baner, ale Consent Mode nie istnieje w ogóle. Baner jest wtedy ozdobą: rysuje się, zbiera kliknięcie i nie wpływa na nic. Tagi odpalają się wszystkim, niezależnie od wyboru.
Raport wygląda wtedy lepiej niż u konkurencji, bo mierzysz stu procent ruchu. Problem jest podwójny. Po pierwsze, dane osobowe trafiają do Google bez podstawy. Po drugie, taki układ potrafi produkować konwersje, które nie mają pokrycia w rzeczywistości, bo skoro nikt nie kontroluje warstwy zgód, to zwykle nie kontroluje też tego, co dokładnie jest liczone.
Z praktyki
Konto z branży ogrodzeniowej z siedmiuset pięćdziesięcioma konwersjami przy ruchu, który realnie generował kilkanaście zapytań miesięcznie. Brak Consent Mode był tylko wierzchołkiem. Pod spodem konwersją była odsłona strony, a nie zgłoszenie.
Trzy miejsca, w których to się psuje
Raz
Stan domyślny nie odpala się przed tagami. Ustawienie domyślnych zgód musi zadziałać jako pierwsze, zanim cokolwiek innego pójdzie w ruch. Jeżeli kolejność się rozjedzie, część tagów zdąży wystartować przed regułami i dostajesz wynik losowy, różny na wolnym i szybkim łączu. To najtrudniejsza do złapania wersja, bo u Ciebie na biurku działa.
Dwa
Baner nie wysyła aktualizacji. Wybór jest zapisywany w ciasteczku wtyczki, ale nie trafia do warstwy pomiarowej. To przypadek opisany wyżej i zdecydowanie najczęstszy z całej trójki.
Trzy
Aktualizacja obejmuje tylko część celów. Wtyczka przekazuje zgodę na analitykę, a pomija zgody reklamowe, bo powstała przed drugą wersją Consent Mode i nikt jej nie zaktualizował. Objaw jest wtedy mylący: GA4 widzi wszystko, a Google Ads nie widzi nic. Naturalny odruch to szukanie błędu po stronie Ads, gdzie go nie ma.
Jak to sprawdzić, nie zgadując
- Włącz podgląd w Tag Managerze i wejdź na stronę bez klikania banera. Sprawdź stan zgód. Wszystko poza niezbędnymi powinno stać na odmowie. Jeśli już tu widzisz zgodę przyznaną, ktoś ustawił domyślne na przyznane i to jest problem prawny, nie techniczny.
- Kliknij „akceptuję" i spójrz jeszcze raz. Stany reklamowe powinny przeskoczyć na przyznane. Jeśli nie przeskakują, masz sprawcę i nie musisz szukać dalej.
- Wyślij formularz i sprawdź, czy tag konwersji się odpalił. Jeśli wylądował wśród niewywołanych, przeczytaj powód. Tag Manager wprost napisze, że zablokowały go ustawienia zgody.
- Powtórz całość, odrzucając zgodę. Tag konwersji nie powinien się odpalić. Jeśli mimo odmowy leci, Twój baner jest dekoracją.
Cztery kroki, kwadrans. Warto zrobić wszystkie cztery, bo dwa ostatnie wyłapują przeciwne błędy i większość audytów kończy się na tym pierwszym.
Pokusa, której nie wolno ulec
Kiedy już wiadomo, że zgoda jest wąskim gardłem, pojawia się bardzo prosta pokusa: ustawić wszystkie zgody na przyznane i mieć spokój. Konwersje wracają tego samego dnia, wykresy wyglądają jak dawniej, klient zadowolony.
Dlaczego to zły pomysł
Naprawiasz raport i psujesz zgodność z prawem. Dane trafiają do Google, zanim użytkownik cokolwiek wybrał, a przy odmowie mimo wszystko. To jest dokładnie to, czemu przepisy mają zapobiegać, i to jest ryzyko, które bierze na siebie klient, a nie osoba, która wkleiła tag.
Poprawne rozwiązanie jest prawie tak samo proste: przekazuj faktyczny wybór, w obie strony. Odmowa też jest informacją i Google umie sobie z nią poradzić.
Podstawowy czy zaawansowany
Przy trybie podstawowym tagi w ogóle się nie ładują, dopóki nie ma zgody. Zero danych od osób, które odmówiły, i zero podstaw do modelowania. Przy trybie zaawansowanym tagi ładują się od razu, ale przy braku zgody wysyłają wyłącznie sygnał bez identyfikatorów, dzięki czemu Google potrafi oszacować brakujące konwersje.
W praktyce dla większości kont zaawansowany jest lepszym wyborem, bo odzyskuje część danych, których inaczej po prostu nie ma. Warunek: modelowanie włącza się dopiero powyżej pewnej skali ruchu. Na małym koncie lokalnym nie licz na cuda, bo progu nie przekroczysz.
Kiedy nie wdrażać tego od ręki
Rzecz, o której mało kto mówi. Jeżeli trafiasz na stronę, która nie ma Consent Mode, ale ma jedyny działający pomiar w firmie, nie dokładaj go w piątek po południu w ramach porządków. Źle podpięty zamienia działające śledzenie w zero i dowiesz się o tym po dwóch tygodniach, kiedy ktoś spojrzy na raport.
Sensowna kolejność jest taka: najpierw środowisko testowe albo kopia strony, potem weryfikacja czterema krokami z sekcji o diagnozie, dopiero na końcu produkcja. A jeśli akurat przebudowujecie stronę, wdrażaj to razem z nową wersją, bo i tak będziesz sprawdzał pomiar od zera.